"Dworek Potworek"

Artykuł bynajmniej nie sponsorowany.   

W połowie listopada opuściłem Pomorze i podążyłem na południowy skraj naszego pięknego kraju. Już sama podróż wśród szalonych, pędzących z obłędem w oczach samochodziarzy była przeżyciem samym w sobie. Szczególnie pozdrawiam pewnego młodego człowieka jadącego firmowym samochodzikiem. Jego styl jazdy był powodem licznych zasłabnięć i stanów przedzawałowych u innych użytkowników dróg. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, jego wiara w tzw. „ opatrzność boską” była godna najwyższego szacunku. A może poszedł na łatwiznę i nie tylko, że odpłatnie pokropił autko, to jeszcze powiesił na lusterku św. Krzysztofa? Nie ma to, jak wiara w gadżety. A my- ludzie małej wiary uciekaliśmy przed nim na pobocza. On tymczasem pędził niczym Jeździec Apokalipsy O stanie dróg nie będę nudził, bo wszyscy to znamy. Szczególnie kolejni ministrowie, wiceministrowie, prezesi, wiceprezesi, zastępcy prezesów i wiceprezesów, ich sekretarki i szoferzy oraz pozostali krewni i znajomi pracujący z oddaniem w licznych urzędach zajmujących się poprawianiem stanem wspomnianych dróg i swoich kont bankowych. Gdy zapadł zmrok kontynuowałem podróż. Po 42 minutach jazdy okraszonej elementami optycznymi rodem z dyskoteki w postaci oślepiania przez pojazdy nadjeżdżające z przeciwka na przemian z brakiem oświetlenia u rowerzystów i traktorzystów, pieszych w strojach maskujących, pozbawionych elementów odblaskowych oraz samochodów filuternie patrzących jednym oczkiem doszedłem do wniosku, że mam dość.
Widocznie tego dnia moje instynkty samobójcze spały… Utrudzony psychicznie i fizycznie postanowiłem przytulić się do poduszki. Miejscowość zwała się Szprotawa (37 km na południe od Zielonej Góry). Przy drodze- motel, restauracja o nazwie „ Dworek”. Na pierwszy rzut oka całkiem nieźle, na drugi rzut już trochę gorzej.

pliki/Strona/Strony/Podroze/Podroze_bliskie/galeria12/1.jpg

pliki/Strona/Strony/Podroze/Podroze_bliskie/galeria12/2.jpg

 

Chciałem przed kolacją położyć się i trochę odpocząć. Nie doceniłem jednak pomysłowości hotelarza:w
pokoju były ruchome łóżka. Zabawa poległa na tym, że właściciel doszedł do wniosku, że w wyrku się tylko śpi. Jeśli chcesz, luby gościu poczytać książkę (po co psuć oczy?), względnie obejrzeć telewizornię (co tu oglądać?), masz leżeć płasko. Przyjęcie pozycji półleżącej, gdy delikwent opiera się plecami o ścianę kończyło się odjeżdżaniem mebla ze wspomnianym delikwentem na środek pokoju. Powstawała fikuśna przerwa między ścianą, a mobilnym łóżkiem, w którą to przerwę klient wpadał z łoskotem.
Jestem ciekaw, czy w ofercie znajduje się apartament dla nowożeńców…
Dodatkowych rozrywek dostarczało wyrko pod ścianą przy oknie. Gdy ratując się, człowieku od upadku na podłogę gwałtownie się podnosisz, Twoja głowa bije w niski sufit. Poobijany biegniesz, biedaku do łazienki, aby sporządzić zimne kompresy, a tu też czeka na Ciebie niespodzianka. W umywalce zanurzysz obie dłonie tylko wtedy, gdy liczysz sobie maksymalnie 4 latka i twoje łapki są malusie. Jeśli jesteś trochę większym człowieczkiem, to po umieszczeniu w tym mikro-naczyniu jednej tylko ręki zauważysz ze zdziwieniem, że większość palców zwisa poza nim. I znowu uważaj na sufit! Też gwałtownie się obniża! Oczywiście, jeżeli jesteś motocyklistą, który permanentnie nosi na głowie kask, to nic Ci nie grozi. Ewentualnie, gdy jesteś równie nawiedzonym hokeistą.
Lekko poobijany zszedłem na parter, aby skonsumować kolację.
Zamówiłem naleśnik z lodami.
Dostałem zimny naleśnik i lody z zamrażarki, w której jednocześnie przechowywano mięso natarte czosnkiem, więc lody nasiąkły tym intensywnym zapaszkiem. Ponoć na Zachodzie modne są takie dziwne lody, ale przecież nie zamawiałem lodów „trendy”!

Mistrzunio kuchni nie słyszał chyba o takim dziwolągu jak naleśniki z lodami, chociaż tkwiło toto w karcie dań. Przyznam, że jestem łasuchem i często jadam takie naleśniki. Kucharze zawsze tak to robią, (nie wiem do dzisiaj - jakim cudem?), że lody umieszczone są wewnątrz gorących naleśników. W „Dworku” takich cudów nie było.
Herbatę otrzymałem w stanie mokrym, tzn. saszetka była umieszczona w filiżance z wodą. Może była to herbata wielokrotnego użytku? Coś dla mnie zostało po poprzednim kliencie, który widocznie nie wycisnął woreczka do cna, więc w sumie nie mogę narzekać. Pokrzepiony na ciele udałem się do pokoju, aby zasnąć snem sprawiedliwego. Właściciel„ Dworku” doszedł jednak do wniosku, że mam prawo do większej ilości przyjemności za jedyne 120 zł.
Stałem pod prysznicem walcząc z plastikową zasłoną, która z uporem maniaka przyklejała się do mego odwłoka. Jednocześnie musiałem uważać, aby nie poślizgnąć się w zdradliwie śliskim brodziku. W końcu odkleiłem się od folii, sięgnąłem po ręcznik i po raz kolejny pożałowałem, że nie mam na głowie kasku (sufit- cd.)  Dodatkowo zacząłem żałować, że nie mam również stoperów do uszu. Usłyszałem bowiem jakieś straszne zawodzenie połączone z rykiem głośników. Przestraszyłem się okrutnie, że dobrotliwy właściciel w ramach rekompensaty za super kolację wysłał pod drzwi pokoju lokalną komórkę PZPR (Powiatowy Zespól Przodowników Rozrywki). Zerknąłem zza drzwi łazieneczki i doszedłem do wniosku, że stopery też by nie pomogły. Odbiornik TV był wyłączony, więc ki diabeł?! Okazało się, że nocleg uzyskałem bezpośrednio nad salą restauracyjną. Wieczorem do funkcji jadalnej dorzucono funkcję imprezową. Nie jestem inżynierem akustykiem, nie rozumiem więc, jakim cudem słyszałem nie tylko „ niewątplywe bynajmniej” walory muzyczne, ale również odgłosy sztućców i brzęk kieliszków oraz licznych flaszek w krótkich chwilach błogiej ciszy, gdy muzyka milkła. Uczestniczyłem w tej imprezie do jej końca, a nawet dłużej, gdy ostatni goście awanturowali się jeszcze na korytarzu.
Czyli do 4 nad ranem.
Po trzech godzinach nerwowego snu, bogatszy o kilka siniaków i guzów, z lekkim tikiem nerwowym lewego oka i prawą nogą nadal przytupującą do rytmu opuściłem gościnne progi motelu „Dworek”. Mijając rogatki miejscowości Szprotawa odetchnąłem z ulgą. Nie ścigał mnie właściciel motelu żądając dopłaty za dodatek kulturalny. Jeżeli, strudzony wędrowcze zapragniesz wypocząć w warunkach odpowiadających standardom Unii Europejskiej, a nawet je przewyższających zarówno pod względem kulinarnym, jak i estetycznym z lekką domieszką survivalu polecam pobyt w motelu „Dworek” a Szprotawie. Dla absolwentów tzw. „ szkół przeżycia” przewidziano turnusy dwutygodniowe.